Posty

"Nieład"

Twórczy nieład.
Nicość ogarniająca chęć tworzenia.
Totalny nieskład, nieklejących się myśli
do rozmytych słów rozlanego atramentu.

Pusty kałamarz obok wyschniętego pióra
napędzany bakiem z rezerwy pragnień.
Za wysoki próg do przejścia niczym
cień sylwetki wychodzącej z pustego biura.

Wszechogarniający strach obecności
nieobecnej twórczej nicości.
Częstochowski rym
zamiast wyniosłego uwodzenia słów.
Bez dreszczy i emocji.
Jak trup.

#czarnyprotest

Widzieli już wszystko 
Wszystko wiedzieli,
Chcieli więcej.

Zaglądać tam gdzie słońce nie dochodzi.
Władza i tam dojdzie!

Biada wam drogie kobiety.
Nie dajcie im władać swojej godności 
I wtykać nosy w wasze bukiety!

"Artyzm"

Artyzm wymaga poświęcenia.
Mimowolnej akceptacji
egzystencji dzieła
bez zgody autora na życie.

Sztuka wywierająca nacisk na ucieczkę
z hermetycznego łona stwórcy.
Gwałtem wyrywająca się spod jurysdykcji.
Samowolny byt, po za Bytem.


"Boje się. Nie chce."

"Nie chce miłości.
Tylko cielesne uciechy.
Uniesienia radości."

"Nie chce związania.
Telefonów nad ranem.
Całusów słodkości przytulania."

"Nie chce kontroli
Spowiedzi wieczornych
Wierności niewoli."


Boje się miłości
Bo rana wciąż boli
Uciekam powoli.

Boje się przywiązania
Bycia potrzebnym
Tęsknoty kochania

Boje się niewierności
Braku odzewu
Własnego gniewu
*
"Nie chce"
(Współczesne)
"Boje się"
*
Chce się nie bać.
Nie bać się kochać.
Kochać bez strachu.
Chce się śmiać.
Czerpać Cię i brać.
Ile się da- dać.
Kurwa mać!
Nie chce, 
nie chciej
się bać.

"Lęk"

Nie bądź kolejną złudną nadzieją
Fantasmagorią wyobraźni.
Wykreowaną na wzór moich potrzeb
Dla własnego zadowolenia.

Bądź pocałunkiem przed snem, splotem ramion nocnej igraszki.
Porannym uśmiechem zza mgły zwanej przebudzeniem.
Uściskiem dwóch ciał, zamkniętych w codzienności.

Nie przemijaj jak ulotna myśl o przyjemności
Jak pragnienie zaznające ukojenia.
Stań się częścią przerażonego mnie.
Zagraj etiude zwaną "kochanie".

"Wykład o pustakach"

Wszędzie te pustaki.
Łatwopalne pustaki, ulotne... Ciągle się
puszczające- z dymem k'woli jasności.
Pustaki wytapetowane, ukrywające
swe doświadczone latami eksploatacji 
oblicza.
Puste pustaki, ciała obrane z duszy, 
kwintesencji człowieczeństwa, bez 
kszty radości.
Mimozy zwane pustakami bez dna, jak
wyżej, obiekt bez wnętrza wypełniony 
czymkolwiek nie przypominającym 
niczego.
Nie jestem ekspertem. Ale znam się
na pustce. Pustka to próżnia, 
zawiesina wspomnień.
Jest też pustak bliski sercu. Jego 
"dubler". Tak zwany Serdeczny pustak, 
zastępujący puste lub uszkodzone 
serce.
Jestem też ja. Ekspert. Pustak. 
Pozornie nic dobrego.
Pustak serdeczny, łatwopalny,
niekoniecznie wytapetowany i mam 
chyba dusze. I nie tępy pustak- ten 
najgorszy typ, tępy w życiu, w użyciu i  
z pyska. Tępo z metra cięty.
Jestem trochę doświadczonym 
pustakiem. Z wymaganiami i 
zawzięty.
Ewolucyjnie całkiem nowy typ, jednak 
pochodzący z pospolitej mieszanki
pustaków i betonów, cegieł i innych 
odchyłów od zwyczajno…

"Idzie rak nie-bo-rak"

Idzie raczek nieboraczek
Idzie i utyka...
Jak uszczypie będzie znaczek
Raczek nieboszczyka...
Idzie raczek raz za razem
Idzie i nie czuje
Jak ugryzie będzie znaczek
Raczek Cię ukłuje. 

Idzie rak nie-bo-rak
Niebo Rak
Nie bo Rak
Życie
-tak.


Kochani. Rak to nie wyrok. 
Z tym cholerstwem można żyć
i można z nim wygrać.


"Tęsknota"

Chęć posiadania... Silniejsza od
racjonalnego myślenia, myślenia
człowieka poukładanego, w świecie
pełnym układów  i tak bardzo i tak
na głos nie wypowiedzianych słów.
Tak wiele marzeń z przeszłości,
przeszłości niespełnionych myśli,
myślę że jest wszystko nie w
porządku, w alfabetycznym nieładzie
spadających z piedestału głów.

Myślę o Tobie gdy nie chce myśleć o
przeszłości. Gdy analizuje dziś i jutro
widzę Ciebie obok. Nie obecność twojej
osoby dobija. Brak pewnej części siebie
której wcześniej nigdy nie miałem boli
bardziej niż utracona awaryjnie kończyna.
Miałem Ciebie od zawsze, poznawszy
w dwudziestej drugiej wiośnie.
Wrosło mi się w twoje serce.
Wykorzeniając strach. Strach
który mnie nawiedził zwany tęsknotą.
Tęsknota na straconej pozycji, spalonej
panewce, porównywalnej ze skrajną biedotą.

"STOP!"

Tyle słów ku nieszczęśliwej miłości...
STOP! 
Dość! 
Nastaje czas radości!
Zarządzam, 
że to już jest koniec,
karmienia masy nieszczęścia
z przeszłości.

"Wyznanie Grzechów"

Obraz
Zaskoczyłeś mnie! Swym wysublimowanym stylem, zimnego człowieka.
Powiedz mi tak szczerze, jak to jest? Czy nie czujesz, że coś Ci ucieka?
Składasz mamiące obietnicę, tulisz i głaszcząc czule całujesz. 
Pozbądź się nawiasów, jak moralności, czy ty w ogóle coś czujesz? 
Jak to jest kochać tylko na chwile, patrząc pusto w oczy, 
Czy serce już z kamienia czy coś może tam jednak zaskoczy?
Czy byłeś kiedyś zraniony tak silnie, że ciągle w głębi ciszy łkasz jak to dziecię?
Czy jest jakaś szansa na odzyskanie człowieczeństwa, powrót do miłości i brak tęsknoty i strachu. Może kiedyś, może w Lecie?

I odkładam lustro, nie pijąc mówiąc sam do siebie...
Wyglądać musiałem jak obłąkany.
Tylko to tak dlatego, że panicznie wręcz brakuje mi jakiegoś Ciebie. 
Własne wyznanie grzechów pytań retorycznych i brak odpowiedzi.
Czy ktoś mnie zechce, naprawi?
Krzycz droga gawiedzi.



"Egzamin Dojrzałości"

To jest złe!
Bo tęsknie do Ciebie
ostatnia miłości.

Patologicznie mi źle.
Choć mam już nową
łzy ciekną żałości.

Egzamin oblałem
Tęskniąc wstecz
Nie zdany Egzamin
Dojrzałości.


M. @.

"Nie jestem sobą"

Gdzie jestem ja!?
Gdy Ciebie,
nie mam już
od dawna...
Gdzie się podziałem
Gdzie się zgubiłem
Kiedy się zamotałem?

Gdzie odeszła
ta lepsza część mnie?
Czuje się jak w amoku,
na jawie, na haju,
jak we śnie...
Gdzie uciekła
ta lepsza część mnie!?
Dlaczego stoję
z boku spoglądając na siebie
Na człowieka którego niegdyś wyśmiewałem
gardziłem takimi ludźmi.
Zatykam pustkę.
Brakuje mi
Ciebie.

Umieram za życia,
monotonność
zabija powoli.
W pełni witalnych sił
czuje się niechciany,
odrzucony w niedoli.

Masz to gdzieś. Masz zasady.
A tyle nie wiesz. Że jestem taki
grzeszny. A ty myślisz,
samotny, radosny.
I grzeczny,
Nie jestem.
Jestem zagubiony. Może,
Jestem radosny. Szczęśliwy,
Nie jestem. Nie
Jestem sobą. 

Takie pisze sobie epitafium, wspominając Ciebie i błądząc pół roku, jednak nadal tęskniąc do Ciebie. M.

"Bank"

Kupiłbym Cie gdybym mógł
Oczywiście za gotówkę
Choć w sercu moim czuje pustkę
Mam w nim dla Ciebie jeszcze złotówkę.

Zły bank zabrał moje pieniądze
talon zwany miłością
wystawił gorzki rachunek
zostawił uczucia odziane nagością.

Wziąłbym dla Ciebie kredyt
spłacając raty latami
chciałbym Cię nienawidzić
Ale to tak między nami.

Znajdę dobrą pracę,
by zarabiać dla Ciebie bilony.
Wiem nie- kupię Cię
chociaż proponowałbym miliony.

"Igraszki w garderobie"

Ubrałbym to w słowa...
Odział w najpiękniejszą kreacje.
Wypieścił dokładnie
każdy szczegół Twojego ciała 
każdy zakamarek najmniejszy
szykownie zakryć. 
Dbając o wysublimowane dodatki.
Zapiął z delikatnością dziurka po dziurce, 
guziczek po guziczku, 
dopasowanej idealnie koszuli.
Wymiętosiłbym Ci czule pewne miejsca
nieidealnie wyprasowanej marynarki.

Szyk i gracja.
Szelest i ostatni jęk
Tak szybko zrywanej z koszuli 
i rzuconej o łóżko 
metki. 

Niby ciało wyjące się w rozkoszy konsumpcji.
Dźwięk rozpinanego w pośpiechu
paska rzuconego w kąt pokoju
Papieros zapalony w przebieralni 
Zwanej pościelą.



Słówko na dziś #17

To miejsce przypomina  żałosne składowisko moich wzlotów i upadków, z naciskiem na porażki.